niedziela, 2 lipca 2023

Sędziowski gwizdek i inne odgłosy.

Nie wiem właściwie co jest bardziej niezwykłe w tych naszych ptasich obserwacjach: to, że tyle różnych gatunków ptaków tu spotykamy, czy to że one same wszystkie do nas przylatują! Większość ptaków obserwujemy przecież z naszego tarasu, przy jedzeniu, czy przy południowej kawce.

Czasem owszem trzeba się nieco bardziej "wysilić" i wyjść na podwórko, z którego lepiej widać Ptasie Drzewo. Na nim ptaszyska lubią sobie siadać, bo jest chyba najwyższe w okolicy, więc zapewne widoki są fantastyczne. No i my też mamy niezły widok na nie, bo Ptasie Drzewo nie ma już wcale liści i nie mają się jak przed nami schować.


Na taras wciąż jeszcze przylatują do nas skrzydlate przedszkolaki, a my cieszymy się ich widokiem jak dzieci, mimo że to całkiem zwykłe ptaszki, ot wróbelki... 






Takie śmieszne małe gapiszonki, które cały czas jeszcze naciągają rodziców, na karmienie, mimo że spokojnie już potrafią same dać sobie radę...

No ale kto by się oparł takiemu słodkiemu maluchowi z opuszczonymi skrzydełkami i rozwartym dziobiszczem?..

No na pewno nie troskliwy rodzic. Trzeba głodnego nakarmić!


Młode zięby też są cudne. Ostatnio bywają w parach.


Często też odwiedza nas tatuś zięba, zwany przez nas sędzią.



Śliczny z niego ptaszek, prawda? Dzięki jego wizytom wiem wreszcie kto tak woła, jakby połknął  gwizdek. To właśnie pan zięba. Nazywamy go "sędzią", bo jego głos brzmi tak, jakby ktoś co chwila odgwizdywał faule w meczu.

A jeśli już o głosach ptaków mowa, pora na małą dygresję. Od wczesnej wiosny prawie co dzień słyszymy bardzo charakterystyczny i dziwny dość głos. Nie byliśmy nawet pewni czy to ptak, bo długo nie udało nam się zaobserwować skąd ten głos dochodzi. W końcu raz czy dwa niewielki jakiś ptaszek przemknął gdzieś wysoko i tyle go widzieliśmy. Mowy nie było o identyfikacji! 

Ptaszek dostał od nas roboczą nazwę UFO, bo jako niezidentyfikowany obiekt latający pojawiał się niespodziewanie w naszym świecie. Szukaliśmy tego głosu w necie, odsłuchałam kilkadziesiąt nagrań na jutubie i na innych stronach internetowych, ale wszystko na próżno.

W końcu z pomocą przyszła "ptasia" grupa (nie mylić z grypą!) z takiego jednego portalu społecznościowego. Tam to dopiero są znawcy tematu! Po samym opisie, dość enigmatycznym zresztą, bo jak opisać to co za chwile sami usłyszycie, rozpoznali i podpowiedzieli, że to ptaszek o wdzięcznej nazwie kszyk. Inna jego nazwa to bekas.

Kto ciekaw głosu kszyka, niech sobie kliknie na filmik niezrównanego kanału przyrodniczego Leśny Budzik: 

Niesamowity dźwięk, prawda? 

A wracając do naszych zidentyfikowanych latających obiektów, udało mi się niedawno złapać w obiektywie wilgę. Piękne te ptaki nie lubią się pokazywać publicznie, ale kiedyś pan wilga się zagapił, nie zauważył że jesteśmy na tarasie i rozśpiewał się siedząc na pobliskiej wierzbie.


No nie było czasu na wiele ujęć, więc znowu fota nienajlepsza, ale jest! Wilga jak żywa! tylko trochę nieostra...

Wilgi mieszkają u nas od maja, ich głosy słychać codziennie, więc pewnie mają tu gdzieś gniazdo i może uda nam się zobaczyć kiedyś też ich młodzież. Dwa lata temu latała ich cała gromadka, więc może i w tym roku się doczekamy.

Niedawno zaobserwowaliśmy wilgi w roli walecznych przeganiaczy kukułek. Kukułki, jak to kukułki, od rana do wieczora kukają sobie to tu, to tam. Często robią to siedząc na Ptasim Drzewie, a ja mam wtedy okazję do pstryknięcia fotki.
w


Raz nawet udało mi się zrobić fotkę z gatunku romantycznych, a to dzięki księżycowi, który w biały dzień pojawił się na niebie.


Kukanie jest ponoć komunikatem, którym pan kukuł zachęca panią kukułę do odwiedzenia wypatrzonego nieopodal gniazda z jajami. Jeśli to prawda, w okolicy będziemy mieć w tym roku wielkie stado kukułek, bo komunikaty lecą w eter wiele razy dziennie od początku maja aż do dziś, czyli do lipca. Doczytałam, że kukułki mogą znieść w sezonie i podrzucić do obcych gniazd nawet 18 jaj!

Proceder ten nie zawsze pozostaje niezauważony. Jak widać poniżej, wilgom nie spodobały się kukułcze komunikaty. Przez ładnych parę minut obserwowałam walkę pary wilg z kukułem.








Tym razem wilgom udało się kukuła przegonić, ale nie na długo. Za jakiś czas znowu sobie kukał nieopodal.

Jakiś czas temu na Ptasim Drzewie usiadł ptak, którego z daleka uznałam za gołębia. Aż do chwili kiedy się odezwał. Melodyjny, turkocący głos zmusił mnie do sięgnięcia po aparat. Aparat pełni u mnie też rolę lornetki, bo ma całkiem niezły zoom i czego nie widzę gołym okiem, to często mogę dojrzeć dzięki niemu.


Okazało się, że odwiedziła nas turkawka. 




I pomyśleć, że kilka lat temu myślałam że "turkawka" to inna nazwa gołębia tureckiego, czyli synogarlicy.  A tu któregoś dnia nawet spotkałam je obie naraz na "ptasim drzewie".


A więc nie jest to ten sam gatunek. To zupełnie inne ptaki, choć nie można im odmówić pewnego podobieństwa.

Największą jednak niespodziankę sprawiły nam ostatnio inne ptaszyska, które ni stąd ni zowąd usiadły sobie na szczycie widocznej z werandy brzozy.


Były to białe czaple, które widuję czasem z daleka na łąkach. No ale kto widział żeby czapla siadała na szczycie wysokiego drzewa? Pewnie chciały sobie poobserwować z góry rybki na rozlewiskach.

Jedna sobie zaraz poleciała, nie spodobałam jej się z aparatem w ręku.



ale drugiej udało mi się zrobić kilka zdjęć z całkiem bliska.





Pewnie myślała, że zza liści jej nie widać...

No i tak to jest w tym naszym ptasim raju. Ciągle coś nowego. Animal Planet po prostu. Ciekawe kto do nas następny przyleci...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz