wtorek, 9 maja 2023

Syreni śpiew i skoki przez płotki

Nareszcie przyleciały wilgi! 


Bez tego ich "zofijowania" maj nie byłby prawdziwym majem. Jedyny w swoim rodzaju śpiew, dźwięk czysty jak gra fletu, nie do pomylenia z innymi ptasimi trelami. Co roku tu na nie czekamy. Są to ptaki bardzo czujne i najczęściej kryją się w liściach wysokich brzóz, ale dzięki bezlistnemu "ptasiemu drzewu" nieraz miałam okazję je obserwować. Któregoś roku latem widywaliśmy również młode wilgi ganiające się między gałęziami drzew. Kto wie, może i w tym roku się nam poszczęści?

Ptakiem, którego najczęściej w tych dniach słyszymy jest kukułka. Od rana do wieczora słychać ją w okolicy. Doczytałam się, że kuka samiec, który wynajduje gniazda mniejszych ptaków i wabi do nich swoją partnerkę, żeby ta mogła podrzucić bogu ducha winnym ptaszkom swoje kukułcze jajo.

Kurczę, człowiek chciałby, żeby to wdzięczne kukanie było oznaką czegoś pozytywnego, a tu taki ambaras. Wynajdują sobie ofiary, a potem niszczą lęgi innych ptaków. To KUKUŁY jedne! 


Trochę za późno dowiedzieliśmy się, że aby zapewnić sobie finansowy dobrobyt w danym roku, słysząc pierwsze wiosenne kukanie należy mieć przy sobie jakiś pieniążek. Tak mówią nasi tutejsi znajomi. No niestety w tym roku się nam sztuczka nie udała, nie miałam przy sobie pieniążka... No cóż, może za rok się uda, żeby tylko nie zapomnieć! Powkładam sobie pieniążki do wszystkich możliwych kieszeni i nie dam się zaskoczyć!

Kocham te wszystkie ptasie śpiewy i świergoty, które słychać tu przez cały dzień. Dudki też mieszkają gdzieś niedaleko, bo kilka razy w ciągu dnia słyszę ich głosy. Kiedyś nie miałabym pojęcia, że to zabawne "pu-pu-pu" to właśnie dudek. Ale po pamiętnej pobudce oko w oko o świcie, już go nie sposób zapomnieć. Pewnie stąd taka jego łacińska nazwa - upupa epops - często przecież nazwy ptaków wiążą się z ich głosem. Zresztą może i polska nazwa "dudek" pochodzi od "du-du-du", kto wie...

Najpiękniejsze chyba jednak są dźwięki naszej rojstowej nocy.

Już sam śpiew słowika w ciemności jest niesamowity, a kiedy dodać do niego taki widok, to naprawdę zapiera dech w piersiach...



Taka właśnie piękna noc była trzy dni temu. Gdyby nie to, że zimno było jak nie wiem co, mogłabym  spędzić ją na werandzie słuchając słowiczych treli i gapiąc się w księżycowe niebo. 

Są jeszcze inne dźwięki nocy, których w żaden sposób nie umiem uwiecznić ani opisać. Brzmią jak echa śpiewu Syren rozbrzmiewające gdzieś daleko w mroku. Co prawda, po przeszukaniu netu wiem że to nie żadne Syreny, tylko kumaki nizinne. Takie łaciate żaby ;) A więc to wielki chór kumaków śpiewa w oddali przez cały wieczór i całą noc, aż do świtu.

Próbowałam nagrywać te dźwięki, ale bez dobrego sprzętu jest to zupełnie nierealne. Posłuchajcie więc głosu pojedynczego kumaka, uwiecznionego na kanale przyrodniczym Głos Natury i pomnóżcie sobie w wyobraźni ten głos stukrotnie...


Syreni śpiew jak nic ... 😉

Rok temu, nie wiem jakim cudem, kilka kumaków spędziło zimę w naszej piwnicy. Znaleźliśmy je po naszym przyjeździe, w kwietniu, ukryte w jakimś ciemnym kącie i wynieśliśmy na dwór. 


Takie śliczne łaciate kumaczki. Najśmieszniejsze było to, że nie mogłam się zorientować gdzie mają górę, a gdzie dół. Dopiero później od wujka gugla dowiedziałam się że plamki mają na brzuchu. Siedziały zupełnie odwrotnie ;) Może przez zimę coś im się pomyliło...

A to w jaki sposób weszły do domu i zeszły po stromych schodach do piwnicy, pozostanie ich słodką tajemnicą już na zawsze.

No dobra, śpiewy śpiewami, a tymczasem tulipanki już dogasają powoli. Zawsze mi żal, że to tak szybko mija, co roku obiecuję sobie że dokupię same najpóźniejsze ich odmiany, żeby jak najdłużej móc się nimi cieszyć. 

Zwycięzcami konkursu na Najdłużej Kwitnące Tulipany w Ogrodzie Ani okazały się ciemnoczerwone 'Holland queen', oraz prawie-czarny 'black hero.'..


No niestety tych czarnych bohaterów zostało mi tylko dwóch, może uda mi się dokupić ich jesienią, bo są prześliczni...

Nasza piękna magnolia też już przekwita, jej kwiaty są zawsze tak śliczne, że aż wydają się nierealne...






Naprawdę dużo zawdzięczamy poprzednim właścicielom naszego siedliska, kilkanaście lat temu posadzili w ogrodzie wiele pięknych drzew, na których wzrost nie musimy teraz czekać latami. Magnolia, perukowce, tulipanowiec, piękne lilaki, cyprysik nutkajski, jodły i wiele innych drzew, które sprawiły że zakochaliśmy się w tym ogrodzie od pierwszego wejrzenia.

Nie doceniałam też nigdy azalii ani rododendronów, które nasi poprzednicy posadzili tuż nad oczkiem i na których kwitnienie czekamy teraz niecierpliwie. Kwitną co roku przepięknie. Będzie znów czym nacieszyć oczy!

Ogród mam spory, dość zaniedbany, ale powolutku doprowadzę go do ludzi. Taką mam przynajmniej nadzieję. Póki co nazywam go ogrodem bardzo naturalnym, bo głównie samo sobie wszystko rośnie gdzie i jak chce, a ja tylko próbuję nadać temu z grubsza jakiś ład. Bardzo z grubsza, dodajmy. 

Ostatnio wzięłam się za robienie kolejnego płotka, który ma odgrodzić jedyną jako tako uporządkowaną rabatę zwaną przeze mnie "aleją" od łąki, która kiedyś miała z pewnością charakter bliższy trawnikowi. No ale ponieważ: A) oboje nie przepadamy za trawnikami, B) zupełnie nie przepadamy za koszeniem trawników, między innymi z uwagi na przeróżne zwierzaki których jest tu w trawie pełno i które mogą przy okazji stracić życie, no to mamy piękną łąkę pośrodku ogrodu i póki jej nie zdołam zagospodarować, muszę czuwać by ona nie zagospodarowała sobie mojej rabaty ;)

Płotek robię z wikliny, którą dostałam od pewnej znajomej już dobrze ponad rok temu. Są to właściwie wiklinowe odpady, bo z pełnowartościowych witek pani wyplatała kosze i wilkinowe drzewka, ale wiadomo, że co dla jednego jest odpadem, dla drugiego może być prawdziwym skarbem! No i mam tego skarbu sporo, trochę się bałam że przez ten rok się zmarnuje, ale całkiem dobrze się trzyma, a na płotki się jak najbardziej nadaje!

Tak wyglądają płotka początki,


a właściwie tak wyglądały trzy dni temu, bo wczoraj wszystko rozebrałam, gdyż albowiem coś mi się tam w nim nie do końca podobało. Tak już mam. Lubię pruć i zaczynać od nowa. Dokładnie tak jak  z robótkami na drutach ;)

Ale nic to, dołożyłam trochę pionowych patyczków i mam nadzieję że w następnej notce uda mi się zaprezentować cały płotek już skończony. A przy okazji może uda mi się wyrwać jeszcze trochę ziela z mojej rabaty i fotka będzie ładniejsza :)  Ziela - tak, ziela. Tak mówią tutejsi mieszkańcy na to, co inni nazywają chwastami. I mnie ta nazwa bardzo pasuje. Bo większość z tego co rośnie sobie samowolnie pomiędzy posadzonymi w ogrodzie kwiatkami to przecież są bardzo pożyteczne, lecznicze rośliny. Ziele i już!

Jak widać na fotce, Vida nie jest zachwycona powstawaniem płotka i nie do końca rozumie czemu ja mogę przez niego przechodzić, a ona nie. Czasem przyłapuję ją na gorącym uczynku, kiedy przeskakuje różne moje płotki przy roślinkach, ale myślę że powolutku się dogadamy. Oby!


poniedziałek, 1 maja 2023

Fan fan... !

Nie mogło zabraknąć na tym blogu notki o tulipanach!

Przyznaję że jeszcze kilka lat temu ich zupełnie nie doceniałam. Miałam ich w poprzednim moim podwarszawskim ogródku kilka czy kilkanaście, oczywiście cieszyłam się kiedy kwitły, ale ponieważ trwało to krótko, stanowczo za krótko, nie byłam ich wielką fanką. 

No ale z wiekiem człowiek mądrzeje, na szczęście! Zaczęłam się rozglądać po tulipanowym światku i zachwycił mnie swoją niebywała różnorodnością...

A potem dostałam urodzinowy prezent od moich Koleżanek i już wpadłam po same uszy!

Ten kosz to wszystko moje! Ponad 150 tulipanowych cebulek prosto z Holandii... 

To się nazywa prezent od serca, trzeba przyznać że wiedziały co wybrać, żeby mnie uradować! Cieszyłam się jak dziecko!

No a potem trzeba to było posadzić hehe...

Nigdy wcześniej nie sadziłam tulipanów w koszyczkach, ale tym razem pomyślałam sobie że takich szlachetnych cebul nie dam myszom na pożarcie, zakupiłam zatem odpowiednią liczbę koszyczków dużych i małych i sadziłam przez cały weekend...


Nie mogłam doczekać się wiosny. Niestety, tak jak już pisałam, koszyczki okazały się marną przeszkodą dla rojstowych szkodników i część cebul została bezczelnie pożarta. Trafiło akurat na kolekcję pięknych papuzich tulipanków, których był cały woreczek (widoczny tu na fotce) i które posadziłam na jednej rabacie. Akurat tam myszy zrobiły sobie ucztę i zostawiły mi ich tylko kilka. Straszna szkoda, bo były przepiękne:






Na szczęście na innych rabatkach, po drugiej stronie drogi, myszy cebul nie znalazły, miałam się więc czym nacieszyć...




























Prawdziwe tulipanowe szaleństwo, prawda? Nie dziwcie się, że większość z nich jest różowa, w tym czy innym odcieniu. Moje Koleżanki wiedziały co lubię. Różowe kwiatki właśnie!

Część tulipanków musiałam, wbrew swym zasadom i przekonaniom, uciąć i zabrać do domu. Wtedy nie mieszkaliśmy jeszcze tu na stałe, a wiedziałam że za kolejne dwa weekendy nic już z kwiatów nie zostanie i nie będzie kto miał ich ogłowić, żeby cebulka się nie osłabiła. 

Nie lubię ścinać kwiatów z ogrodu, wolę cieszyć się nimi na żywo, niż w wazonie, ale ten bukiet był naprawdę cudny!



A tulipany Belicia (te białawe z różową krawędzią), które są dla mnie jednymi z najpiękniejszych, do ostatnich swoich chwil w wazonie wyglądały niezwykle malowniczo.



No i nie można się dziwić, że jestem obecnie szaloną fanką tulipanów, prawda?

Tegoroczne też są piękne, choć jest ich niestety mniej.














Zakopałam je wszystkie w doniczkach, ale do paru myszyska się dobrały niestety. Cwane są te rojstowe zwierzaki.  W następnym sezonie posunę się o krok dalej i przykryję doniczki na zimę siatką. Zobaczymy co one na to!

No i oczywiście parę tulipanków sobie dokupię, bo czemu by nie? ...  😉