Nie mogło zabraknąć na tym blogu notki o tulipanach!
Przyznaję że jeszcze kilka lat temu ich zupełnie nie doceniałam. Miałam ich w poprzednim moim podwarszawskim ogródku kilka czy kilkanaście, oczywiście cieszyłam się kiedy kwitły, ale ponieważ trwało to krótko, stanowczo za krótko, nie byłam ich wielką fanką.
No ale z wiekiem człowiek mądrzeje, na szczęście! Zaczęłam się rozglądać po tulipanowym światku i zachwycił mnie swoją niebywała różnorodnością...
A potem dostałam urodzinowy prezent od moich Koleżanek i już wpadłam po same uszy!
Ten kosz to wszystko moje! Ponad 150 tulipanowych cebulek prosto z Holandii...
To się nazywa prezent od serca, trzeba przyznać że wiedziały co wybrać, żeby mnie uradować! Cieszyłam się jak dziecko!
No a potem trzeba to było posadzić hehe...
Nigdy wcześniej nie sadziłam tulipanów w koszyczkach, ale tym razem pomyślałam sobie że takich szlachetnych cebul nie dam myszom na pożarcie, zakupiłam zatem odpowiednią liczbę koszyczków dużych i małych i sadziłam przez cały weekend...
Nie mogłam doczekać się wiosny. Niestety, tak jak już pisałam, koszyczki okazały się marną przeszkodą dla rojstowych szkodników i część cebul została bezczelnie pożarta. Trafiło akurat na kolekcję pięknych papuzich tulipanków, których był cały woreczek (widoczny tu na fotce) i które posadziłam na jednej rabacie. Akurat tam myszy zrobiły sobie ucztę i zostawiły mi ich tylko kilka. Straszna szkoda, bo były przepiękne:

















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz