piątek, 19 maja 2023

Powrót do Szuflandii, czyli nie samym ogrodem człowiek żyje.

Minęło prawie dziewięć miesięcy od naszej przeprowadzki i dopiero teraz nadszedł ten moment, kiedy mogę zacząć urządzać się w swoim pokoju, a właściwie w swojej CZĘŚCI pokoju, bo w tym naszym małym domku cały mój dobytek musi zmieścić się w połowie sypialni.

Muszę przyznać, że to nie lada wyzwanie. W poprzednim domu miałam do dypozycji właściwie dwa pokoje, i to całkiem spore. Przez te wszystkie lata udało mi się w nich zgromadzić pokaźny zapasik różnych przydasiów. Od włóczek i materiałów do szycia, poprzez kamyczki i inne elementy do robienia biżutków, aż do przeróżnych pudełek, koszyczków i innych prawdziwie niezbędnych skarbów. Miałam to wszystko pięknie posegregowane i poukładane w ulubionych moich regałach ikei, które choć może nie są szczytem doskonałości jeśli chodzi o jakość, mają jednak tę cechę, że są naprawdę pojemne i wspaniale się nadają do magazynowania przydasiów.

Przed planowaną przeprowadzką miałam szczery i nieprzymuszony zamiar pozbycia się dużej części tych skarbów, ale mówiąc szczerze - nie wyszło. I tak okazałam się bardzo dzielna, bo trochę ich rozdałam korzystając z lokalnej "grupy śmieciarkowej". Ale kładę tu duży nacisk na słowo TROCHĘ. Reszta została zapakowana w kartony, przyjechała ze mną na wieś i spędziła zimę poupychana w różnych dziwnych miejscach: niektóre rzeczy trafiły na strych, inne do budynku gospodarczego a część przezimowała na werandzie. 

No a teraz przyszła pora żeby zebrać to wszystko znów do kupy, posegregować i poukładać od nowa w mojej nowej rzeczywistości...

Sama nie wiem co jest gorsze w przeprowadzce: pakowanie czy rozpakowywanie. Starałam się pakować w sposób zorganizowany, każde pudło miało swój spis treści oraz nadany numerek. 

Spisu wszystkich kartonów udało mi się nie zgubić, tak więc jestem w stanie stwierdzić co siedzi w każdym z pudeł, pod warunkiem, że wiadomo GDZIE to pudło się podziało... 

No jest trochę z tym zabawy, owszem. I z pewnością jeszcze będzie, biorąc pod uwagę, że większość naszych kartonów tkwi nadal w budynku gospodarczym, nierozpakowana. 

Przez kilka dni głowiłam się nad tym, jak zmieścić w połówce pokoju wszystkie moje regały, oraz najważniejszy mebel czyli biurko. Jest to właściwie blat na dwóch nogach, a najważniejsza w nim jest ta szafeczka katalogowa, czyli Szuflandia, mieszcząca w sobie wszystkie skarby mojego biżutkowego świata.

Wersji było kilka, mój Szanowny Małżonek wykazał się naprawdę dużą dozą odporności i cierpliwości przy wnoszeniu, ustawianiu, przestawianiu i mocowaniu ...


No ale wreszcie udało się! Mam tych regałów w sumie pięć, bo dwóch największych nie widać na zdjęciu, ale są tam, są: stoją w drugim rogu pokoju, po lewej stronie zdjęcia. Wszystkie się zmieściły!

No to teraz mogę zacząć wypakowywać swoje zabaweczki...



Skorzystałam z czwartkowej deszczowej pogody i dziś już Szuflandia jest zamieszkała.


Nie macie pojęcia jak lubię mieć wszystkie swoje skarby na miejscu! Co prawda jeszcze nie wszystkie i jeszcze niezupełnie są poukładane, ale pierwszy malutki kroczek za mną. Ciąg dalszy nastąpi, jeśli tylko pogoda na to pozwoli. To znaczy jeśli od czasu do czasu trafi się deszczowy dzień. 😅

Nasze autko również dostało wreszcie swój domek. Co prawda jeszcze nie jest wykończony, bo zabrakło nam materiałów i chwilowo garaż ma tylko trzy ściany i połowę dachu. Ale da się mieszkać!






Bardzo jesteśmy zadowoleni z naszego garażu, zwłaszcza że został on zbudowany zgodnie z najmodniejszym obecnie trendem światowym, w duchu "zero waste".  😉


Na budowę ścian wykorzystaliśmy drewno zalegające po poprzednich właścicielach, oraz pozostałości z budowy werandy, a na górze położone są resztki blachy które zostały po wymianie domowego dachu. No niestety, tych resztek nie wystarczyło na całość, więc musimy jeszcze trochę materiału dokupić. A potem wszystko pomalować na jedynie słuszny brązowy kolor i już. W ten sposób nasze autko nie będzie musiało spędzać następnej zimy pod chmurką ( a my odśnieżać go przed każdym wyjazdem)!

Z nowinek remontowych, to jeszcze udało się nam zmienić jedno z pomieszczeń w budynku gospodarczym w całkiem fajny, choć malutki pokoik.
Pomieszczenie to, jak cała reszta, służyło za rupieciarnię, ale kiedyś ponoć mieszkał w nim robotnik, pomagający naszemu poprzednikowi w remoncie domu. Od jego imienia, nazywano ten pokój Alkówką, i tak też my je nazywamy.

Tak wyglądała Alkówka przed remontem, jeszcze parę tygodni temu:


A tak wygląda już prawie po remoncie:


Niezła metamorfoza, prawda? Co prawda Alkówka jest naprawdę niewielka, ale bardzo się przyda.  Kiedyś liczyłam na to, że uda nam się postawić dla odwiedzających nas dzieci, czy innych gości, mały drewniany domek, ale póki co nie wygląda na to, żeby nam się to mogło udać. No to, póki co, jest Alkówka!




 

2 komentarze:

  1. Az sie otrzasnelam na widok pudel... u nas, po ponad 2 latach, wiekszosc garazu jest do zabrania do domu i otorzenia tych roznych pudel i tobolkow...nie wiele mi brakowalo i brakuje od tych dwoch lat niewidzenia gratow, ale trzeba.. ja jestem o grubszy etap przed soba (pamietasz "nie pozbede sie milimetra wloczek, nienienie", hrehrherher), wlasnie odkladam na sprzedaz rozne gazety i ksiazki robotkowe, tlumacze to sobie - bo ja i tak wszystko wiem! Oczywiscie zostawiam sobie sporo, ale zachcialo mi sie miejsca w regalikach, komodach i pudelkach. A Twoje zasoby, choc te kamienne, sa imponujace. Tewraz tylko ta wanna czasu jest potrzebna... Czy to jest Twoj wlasny pokoj czy Szuflandia katem (kontem). I zycze Ci tej wanny i tworzenia cudeniek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kontem w sypialni ma Szuflandia. Ja też już nie mogę patrzeć na pudła, a jeszcze się przyjdzie napatrzeć że hej! Najchętniej zamknęłabym pomieszczenie gdzie większość ich stoi na kłódkę i zgubiła kluczyk. Na marginesie wspomnę tylko że MOJE pudła są osobno hrehre... Podziwiam pozbywanie się i myślę że jednak podążę Twoją drogą, tylko jeszcze nie wiem kiedy... ;)

      Usuń