Minęło prawie dziewięć miesięcy od naszej przeprowadzki i dopiero teraz nadszedł ten moment, kiedy mogę zacząć urządzać się w swoim pokoju, a właściwie w swojej CZĘŚCI pokoju, bo w tym naszym małym domku cały mój dobytek musi zmieścić się w połowie sypialni.
Muszę przyznać, że to nie lada wyzwanie. W poprzednim domu miałam do dypozycji właściwie dwa pokoje, i to całkiem spore. Przez te wszystkie lata udało mi się w nich zgromadzić pokaźny zapasik różnych przydasiów. Od włóczek i materiałów do szycia, poprzez kamyczki i inne elementy do robienia biżutków, aż do przeróżnych pudełek, koszyczków i innych prawdziwie niezbędnych skarbów. Miałam to wszystko pięknie posegregowane i poukładane w ulubionych moich regałach ikei, które choć może nie są szczytem doskonałości jeśli chodzi o jakość, mają jednak tę cechę, że są naprawdę pojemne i wspaniale się nadają do magazynowania przydasiów.
Przed planowaną przeprowadzką miałam szczery i nieprzymuszony zamiar pozbycia się dużej części tych skarbów, ale mówiąc szczerze - nie wyszło. I tak okazałam się bardzo dzielna, bo trochę ich rozdałam korzystając z lokalnej "grupy śmieciarkowej". Ale kładę tu duży nacisk na słowo TROCHĘ. Reszta została zapakowana w kartony, przyjechała ze mną na wieś i spędziła zimę poupychana w różnych dziwnych miejscach: niektóre rzeczy trafiły na strych, inne do budynku gospodarczego a część przezimowała na werandzie.
No a teraz przyszła pora żeby zebrać to wszystko znów do kupy, posegregować i poukładać od nowa w mojej nowej rzeczywistości...
Sama nie wiem co jest gorsze w przeprowadzce: pakowanie czy rozpakowywanie. Starałam się pakować w sposób zorganizowany, każde pudło miało swój spis treści oraz nadany numerek.
Spisu wszystkich kartonów udało mi się nie zgubić, tak więc jestem w stanie stwierdzić co siedzi w każdym z pudeł, pod warunkiem, że wiadomo GDZIE to pudło się podziało...
No jest trochę z tym zabawy, owszem. I z pewnością jeszcze będzie, biorąc pod uwagę, że większość naszych kartonów tkwi nadal w budynku gospodarczym, nierozpakowana.
Przez kilka dni głowiłam się nad tym, jak zmieścić w połówce pokoju wszystkie moje regały, oraz najważniejszy mebel czyli biurko. Jest to właściwie blat na dwóch nogach, a najważniejsza w nim jest ta szafeczka katalogowa, czyli Szuflandia, mieszcząca w sobie wszystkie skarby mojego biżutkowego świata.
Wersji było kilka, mój Szanowny Małżonek wykazał się naprawdę dużą dozą odporności i cierpliwości przy wnoszeniu, ustawianiu, przestawianiu i mocowaniu ...









.jpg)


Az sie otrzasnelam na widok pudel... u nas, po ponad 2 latach, wiekszosc garazu jest do zabrania do domu i otorzenia tych roznych pudel i tobolkow...nie wiele mi brakowalo i brakuje od tych dwoch lat niewidzenia gratow, ale trzeba.. ja jestem o grubszy etap przed soba (pamietasz "nie pozbede sie milimetra wloczek, nienienie", hrehrherher), wlasnie odkladam na sprzedaz rozne gazety i ksiazki robotkowe, tlumacze to sobie - bo ja i tak wszystko wiem! Oczywiscie zostawiam sobie sporo, ale zachcialo mi sie miejsca w regalikach, komodach i pudelkach. A Twoje zasoby, choc te kamienne, sa imponujace. Tewraz tylko ta wanna czasu jest potrzebna... Czy to jest Twoj wlasny pokoj czy Szuflandia katem (kontem). I zycze Ci tej wanny i tworzenia cudeniek.
OdpowiedzUsuńKontem w sypialni ma Szuflandia. Ja też już nie mogę patrzeć na pudła, a jeszcze się przyjdzie napatrzeć że hej! Najchętniej zamknęłabym pomieszczenie gdzie większość ich stoi na kłódkę i zgubiła kluczyk. Na marginesie wspomnę tylko że MOJE pudła są osobno hrehre... Podziwiam pozbywanie się i myślę że jednak podążę Twoją drogą, tylko jeszcze nie wiem kiedy... ;)
Usuń