Tak wyglądał nasz domek kiedy go kupiliśmy.
Taki sobie nieduży drewniany domek, zupełnie zwyczajny, a nas zachwycił. Tak jak i to miejsce.
Tak wyglądał nasz domek kiedy go kupiliśmy.
Taki sobie nieduży drewniany domek, zupełnie zwyczajny, a nas zachwycił. Tak jak i to miejsce.
Wiedziałam, że to musi nastąpić, ale listopad był do wczoraj tak łaskawy, że prawie zapomniałam że ona już tuż tuż. No i przyszła. Zrobiło się zimno i biało. Jak widać, oliwka została przez noc na werandzie, ale jakoś przeżyła. Doczytałam, że wytrzyma nawet 10 stopni mrozu, ale nie będziemy już jej więcej dręczyć. Została ewakuowana i razem z nami będzie oglądała zimę przez okno i czekała na wiosnę.
No nie będę ukrywać, że zimy nie lubię i nawet tak piękny widok za oknem mnie nie wzrusza. Biało, zimno, ślisko, czym tu się wzruszać!
Przez pierwszą połowę dnia nie wychyliłam nosa z domu. No bo skoro już nic nie muszę, to ruszać się z domu w takie brrrr... zimowe dni nie zamierzam!
Dobra, potem trochę wyszłam, pieski zadowolone, biegają sobie radośnie i zlizują zewsząd śnieg. Zamarznięta woda w misce też jest nie lada atrakcją, a niech się cieszą!
Ja muszę też się jakoś nastawić pozytywnie, a pomaga mi w tym widok ptaków za oknem. Karmniki już mamy trzy, a w planach jeszcze jeden w rozmiarze XL, bo liczę że jakieś większe ptaszysko też zechce kiedyś się u nas pożywić.
W ogóle to przypomniałam sobie, że dawniej nie ruszałam się z domu bez aparatu. Niby zawsze gdzieś w kieszeni jest komórka, ale takie zdjęcia to jednak nie to samo. Zwłaszcza zdjęcia zwierząt.
Widuję tu często sarny, przylatują też często różne ptaszyska, którym chciałabym zrobić zdjęcie. Mamy w okolicy na przykład białe czaple, które kilka razy ostatnio żerowały na naszych rojstach za płotem. Ostatnio często też widuję kruki, dziś rano jeden siedział sobie na ptasim drzewie, gdybym tylko nie była taką gapą, mogłabym mieć piękne foty.
Odwiedziły nas też niedawno trzy piękne bażanty. Oczywiście nie pomyślałam nawet o aparacie, zbyt przejęta tym, że musimy je wygonić, zanim nasze psiska zrobią to za nas. Niestety nie wiem czy uda nam się oduczyć małą Vidę od ganiania zwierzaków. Zarówno onka Aria, jak i jej zwariowana córeczka gonią wszystko co się rusza. I o ile dziki kot czy wiewiórka mogą im zagrać na nosie, to takiemu bażantowi szybka ucieczka może się nie udać :-\
Postanowiłam więc ostatnio, że aparat wraca do łask, i nawet jadąc na zakupy będę go zabierała ze sobą. Ot i co!
Tymczasem dziś podejrzałam kwiczoła, jak sobie podjadał wiszące wciąż na drzewie jabłka.
Jedną z rzeczy które najbardziej tu lubię jest cisza.
Oto ja, wychowana na warszawskim Mokotowie, mieszkająca przez ponad połowę dotychczasowego życia przy jednej z najruchliwszych jego ulic, nie mogę wprost nacieszyć się tą niesamowitą ciszą jaka panuje na naszych rojstach.
Pragnę tutaj zaznaczyć, że do szeroko pojętej ciszy wliczam odgłosy dzikiej zwierzyny, ptaków i nawet majowo-czerwcowych żabich rechotów, które skutecznie potrafią zagłuszyć nawet nocne słowicze trele. To dalej są dla mnie elementy ciszy na rojstach.
Latem ta cisza nie jest może doskonała, bo mamy w okolicy kilka sezonowych domów i czasem dolecą do nas jakieś ludzkie odgłosy, ale teraz nasza część wsi już opustoszała i mam nadzieję że do wiosny będziemy się mogli napawać ciszą prawie absolutną, jeśli nie liczyć odgłosów przyrody oraz naszej własnej osobistej hałaśliwej sfory czworonogów. No niestety, pieski raczej nie podzielają naszego zamiłowania do spokoju i byle pretekst wystarcza do wzniecenia wielkiego zbiorowego szczekania, czy to będzie wiewiórka śmigająca nieopodal po gałęziach drzew, czy też nie daj Boże nadjeżdżający samochód kuriera - największa ze wszystkich gratka, pozwalająca przegalopować z ujadaniem wzdłuż całego płotu.
W sumie nie ma się co dziwić: w końcu to tylko my marzyliśmy o spokojnym życiu na końcu świata, one nie brały czynnego udziału w podejmowaniu decyzji, a głosowałyby zapewne jednak za życiem pełnym emocji, niewiarygodnych atrakcji i nawału szalonych doznań.
Pozostaje im leżenie na tarasie i wypatrywanie tęsknym okiem śmigających wiewiórek czy kurierskiego samochodu...
Brakuje nam bardzo obecności dwóch naszych starszych Piesów: Milusi i Bohunka. Mieliśmy wielką nadzieję że zamieszkają tu z nami i razem z nami będą cieszyć się tym miejscem.
Oboje bardzo lubili nasze weekendowo-wakacyjne pobyty na rojstach.
Żadne z nich niestety nie doczekało przeprowadzki ...