wtorek, 15 listopada 2022

O ciszy na rojstach, Piesach i Niebie ...

Jedną z rzeczy które najbardziej tu lubię jest cisza. 

Oto ja, wychowana na warszawskim Mokotowie, mieszkająca przez ponad połowę dotychczasowego życia przy jednej z najruchliwszych jego ulic, nie mogę wprost nacieszyć się tą niesamowitą ciszą jaka panuje na naszych rojstach.

Pragnę tutaj zaznaczyć, że do szeroko pojętej ciszy wliczam odgłosy dzikiej zwierzyny, ptaków i nawet majowo-czerwcowych żabich rechotów, które skutecznie potrafią zagłuszyć nawet nocne słowicze trele. To dalej są dla mnie elementy ciszy na rojstach.

Latem ta cisza nie jest może doskonała, bo mamy w okolicy kilka sezonowych domów i czasem dolecą do nas jakieś ludzkie odgłosy, ale teraz nasza część wsi już opustoszała i mam nadzieję że do wiosny będziemy się mogli napawać ciszą prawie absolutną, jeśli nie liczyć odgłosów przyrody oraz naszej własnej osobistej hałaśliwej sfory czworonogów. No niestety, pieski raczej nie podzielają naszego zamiłowania do spokoju i byle pretekst wystarcza do wzniecenia wielkiego zbiorowego szczekania, czy to będzie wiewiórka śmigająca nieopodal po gałęziach drzew, czy też nie daj Boże nadjeżdżający samochód kuriera - największa ze wszystkich gratka, pozwalająca przegalopować z ujadaniem wzdłuż całego płotu. 

W sumie nie ma się co dziwić: w końcu to tylko my marzyliśmy o spokojnym życiu na końcu świata, one nie brały czynnego udziału w podejmowaniu decyzji, a głosowałyby zapewne jednak za życiem pełnym emocji, niewiarygodnych atrakcji i nawału szalonych doznań. 

Pozostaje im leżenie na tarasie i wypatrywanie tęsknym okiem śmigających wiewiórek czy kurierskiego samochodu...


Brakuje nam bardzo obecności dwóch naszych starszych Piesów: Milusi i Bohunka. Mieliśmy wielką nadzieję że zamieszkają tu z nami i razem z nami będą cieszyć się tym miejscem. 

Oboje bardzo lubili nasze weekendowo-wakacyjne pobyty na rojstach. 

Żadne z nich niestety nie doczekało przeprowadzki ... 





















Żal serce ściska, bo ten dom i to miejsce wybraliśmy również dla nich. 

Staraliśmy się by spędzili tu z nami jak najwięcej czasu, ale to było o wiele za mało. Tak jak o wiele za krótkie jest psie życie i o wiele za szybko przychodzi nam się rozstać.

Czy znacie taki film z Robinem Williamsem "Między Piekłem a Niebem" ? Jeśli nie, to bardzo go polecam.

Zapamiętałam sobie z niego między innymi to, że każdy z nas po życiu może mieć takie Niebo, jakie jego wyobraźnia sobie namaluje i spotkać tam będzie mógł wszystkich tych, których zechce spotkać. Nie muszę chyba wyjaśniać, że moje Niebo wyglądać będzie tak jak poniżej, a wśród Kochanych Istot które do nas przyjdą, cała nasza wielka Psia Rodzinka będzie na zawsze z nami. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz