Jedną z rzeczy które najbardziej tu lubię jest cisza.
Oto ja, wychowana na warszawskim Mokotowie, mieszkająca przez ponad połowę dotychczasowego życia przy jednej z najruchliwszych jego ulic, nie mogę wprost nacieszyć się tą niesamowitą ciszą jaka panuje na naszych rojstach.
Pragnę tutaj zaznaczyć, że do szeroko pojętej ciszy wliczam odgłosy dzikiej zwierzyny, ptaków i nawet majowo-czerwcowych żabich rechotów, które skutecznie potrafią zagłuszyć nawet nocne słowicze trele. To dalej są dla mnie elementy ciszy na rojstach.
Latem ta cisza nie jest może doskonała, bo mamy w okolicy kilka sezonowych domów i czasem dolecą do nas jakieś ludzkie odgłosy, ale teraz nasza część wsi już opustoszała i mam nadzieję że do wiosny będziemy się mogli napawać ciszą prawie absolutną, jeśli nie liczyć odgłosów przyrody oraz naszej własnej osobistej hałaśliwej sfory czworonogów. No niestety, pieski raczej nie podzielają naszego zamiłowania do spokoju i byle pretekst wystarcza do wzniecenia wielkiego zbiorowego szczekania, czy to będzie wiewiórka śmigająca nieopodal po gałęziach drzew, czy też nie daj Boże nadjeżdżający samochód kuriera - największa ze wszystkich gratka, pozwalająca przegalopować z ujadaniem wzdłuż całego płotu.
W sumie nie ma się co dziwić: w końcu to tylko my marzyliśmy o spokojnym życiu na końcu świata, one nie brały czynnego udziału w podejmowaniu decyzji, a głosowałyby zapewne jednak za życiem pełnym emocji, niewiarygodnych atrakcji i nawału szalonych doznań.
Pozostaje im leżenie na tarasie i wypatrywanie tęsknym okiem śmigających wiewiórek czy kurierskiego samochodu...
Brakuje nam bardzo obecności dwóch naszych starszych Piesów: Milusi i Bohunka. Mieliśmy wielką nadzieję że zamieszkają tu z nami i razem z nami będą cieszyć się tym miejscem.
Oboje bardzo lubili nasze weekendowo-wakacyjne pobyty na rojstach.
Żadne z nich niestety nie doczekało przeprowadzki ...
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz