Trochę czasu minęło od mojej ostatniej wizyty na blogu. Dużo czy mało, akurat tyle, żebyśmy zdążyli przewrócić całe nasze dotychczasowe życie do góry nogami. Nareszcie! Od dwóch miesięcy nie jesteśmy już "miastowi". Teraz nasz świat to nasze Rojsty.
Mówią nam Przyjaciele, że to odważna decyzja. Czy ja wiem? Marzyło się to nam od dawna, ale dopiero po osiągnięciu dojrzałego wieku, takiego który upoważnia człowieka do odzyskania wolności od codziennego biegania do pracy, dopiero teraz mogliśmy zrealizować te nasze marzenia. Rzucić to wszystko i wyjechać!... co prawda nie w Bieszczady, ale też daleko ;)
Czy damy sobie radę? A dlaczego nie? Prawda, trochę obawiam się zimy, bo akurat nie jest to moja ulubiona pora roku (eufemizm!), a na wsi może być trochę bardziej uciążliwa niż w miejskich wygodach. Ale kto wie, może nie będzie tak źle? W najgorszym razie mogę ją po prostu przespać... ;)
Mam zresztą ze sobą całe moje zapasy włóczek, kto mi zabroni przesiedzieć zimę z drutami w ręku? Ba, mogę nawet przesiedzieć ją na bujanym fotelu! I przy kominku!
Czy będę tęsknić za miastem? To się zobaczy. Warszawa kiedyś była całym moim światem, nadal uważam że jest cudownym miastem, ale to życie pełne ludzi, pełne pośpiechu i hałasu całkiem mnie już zmęczyło. Nawet te ostatnie lata spędzone w domu na przedmieściach to nie było TO. Marzyło mi się żyć jeszcze dalej, jeszcze ciszej i jeszcze spokojniej. Tak jak tu. W innym rytmie, zgodnie z zegarem Matki Natury. Inne zegary nas już nie obchodzą. Owszem, mamy ich w domu kilka, ale tak naprawdę każdy z nich pokazuje inną godzinę. I jakoś nam to wcale nie przeszkadza...
Czy nie będę się nudzić? Ja...? Nudzić...? Prawdę mówiąc nie wiem co to nuda. Zawsze miałam za mało czasu na wszystko co chciałam robić. Może wreszcie mi go wystarczy! Oby!
Będę znów tu sobie pisać, pomyślałam. Trochę dla Przyjaciół, Znajomych i Nieznajomych, a trochę sama dla siebie, żeby móc sobie kiedyś powspominać te nasze pierwsze, i nie tylko pierwsze, miesiące nowego życia.
No bo jest co wspominać!
Wielki remont, wielka przeprowadzka, wielkie trzęsienie ziemi!
To były naprawdę "gorące" miesiące. No ale najtrudniejsze już za nami. Teraz już zostały szczegóły i ... rozpakowanie pudeł. Być może do wiosny się uda, hehe... Zobaczymy.
No i to by było na tyle tego przydługiego wstępu. Ciąg dalszy nastąpi. Zajrzyjcie tu do mnie czasem. Zostawcie dwa słowa komentarza, będzie mi miło :)

Od tego zdjecia, to tam chyba juz dach jest ;)
OdpowiedzUsuńI nie tylko!
UsuńDla jasnosci - od CZASU tego zdjecie itd itd ;)
Usuń